|
Wstęp
Celem niniejszej pracy jest próba ukazania w jaki sposób kształtowały
się stosunki serbsko - albańskie w Kosowie, która stanowi część Federacji
Serbskiej tworzącej wraz z Czarnogórą - Federalną Republikę Jugosławii.
Na tym tle będę chciał też omówić stanowisko sojuszu północnoatlantyckiego
(NATO) i innych organizacji i rządów europejskich , którzy za główny cel
postawili sobie zaprowadzić spokój w tej części świata. Interesować nas
będzie, w jakich warunkach dochodziło do rozmów pokojowych i czym kierowały
się poszczególne strony chcąc drogą, nie tylko pokojową , zakończyć ten
"problem", a także zwrócić uwagę na stanowisko Rosji, która
nie zamierzała pełnić tylko roli obserwatora w tym konflikcie.
Praca obejmuje okres od roku 1989, kiedy to Zgromadzenie Serbii odebrało
Kosowu konstytucję, aż do zakończenie rozmów w miejscowości Rambouillet
pod Paryżem, we Francji (18 marca 1999 r.). O wyborze daty końcowej zadecydowały
przede wszystkim problemy techniczne, gdyż w czasie pisania tej pracy
nastąpiła agresja wojsk sojuszu na Jugosławię i mimo, że jest to bardzo
ważne dla tematu, musieliśmy z tego zrezygnować. Trzeba więc było zakończyć
tą pracę na jakimś znaczącym wydarzeniu, którym niewątpliwie była konferencja
pokojowa w Rambouillet.
Praca podzielona została na cztery podstawowe części, które powinny pozwolić
czytelnikowi na zorientowanie się w temacie. W pierwszej części przedstawiony
został krótki zarys konfliktu z nastawieniem na XX wiek, poprzez wojny
bałkańskie i światowe, nadanie Kosowu autonomii w konstytucji z 1974 roku,
przejęcie władzy przez Slobodana Miloszevicia i wydarzeniach 1989 roku
do zawarcia pokoju w Dayton ( 1995 r.) kończącego wojnę w Jugosławii .
Następnie zostanie pokazany przebieg zbrojnego konfliktu serbsko - albańskiego
w Kosowie i przedstawione zostaną najważniejsze próby zawarcia pokojowego
porozumienia, do 13 października 1998 r., gdy takie porozumienie zostało
zawarte . Trzecia część jest jakby uzupełnieniem poprzedniej, i poświęcona
jest próbom mediacji ze strony organizacji europejskich, państw zrzeszonych
w NATO i Rosji. Kończy się ona także na 13 października. Ostatnia część
omawia przyczyny dzięki którym doszło do spotkania się w Rambouillet delegacji
serbskiej i albańskiej, które miały podjąć próby uzgodnienia kompromisu,
kończącego konflikt w Kosowie.
Podstawowym materiałem źródłowym pozwalającym na napisanie tej pracy była
prasa, ponieważ temat ten jest jeszcze "świeży" i brak jest
literatury poświęconej wydarzeniom w Kosowie w ostatnich paru latach.
Jako główną bazę źródłową do napisana tej pracy potraktowaliśmy dziennik
Rzeczpospolita opierając się na latach 1996- 1999 . Bardzo pomocne okazały
się też tygodniki Polityka i Wprost. Ogólny zarys wiadomości dotyczących
historii Jugosławii (Serbii) do roku 1945 uzyskałem z książki Wacława
Felczaka, Tadeusza Wasilewskiego, Historia Jugosławii. Szczegółowe informacje
dotyczące ustroju państwa jugosłowiańskiego od jego powstanie do roku
1980 można znaleźć w książce Tadeusza Szymczaka, Jugosławia- państwo federacyjne.
Bardzo dobrym uzupełnieniem do ogólnej wiedzy o historii Albanii i stosunkach
albańsko - serbskich okazała się pozycja Adama Koseckiego, Albania, krótki
zarys dziejów. Dane dotyczące poszczególnych organizacji międzynarodowych
zapożyczyłem z Leksykonu współczesnych międzynarodowych stosunków politycznych,
pod red. Czesława Mojsiewicza. . Przekrój wydarzeń w Jugosławii w latach
1989-90 można naleźć w pozycji Encyklopedia, świat w przekroju. Notki
biograficzne powstały w oparciu o Nową encyklopedię powszechną PWN wydaną
w sześciu tomach.
Zarys konfliktu serbsko - albańskiego w Kosowie
(do 1995 roku).
Kosowo i Metohija - dwie kotliny położone na pd. - zach. Republiki Serbii
o powierzchni 10 877 km2, z ludnością liczącą sobie około 2 mln. osób
( dane z 1991 r.). Obszar ten jest dzisiaj miejscem konfliktu między dwoma
narodami - serbskimi i albańskimi. Obydwie strony argumentując swoje prawa
do tych ziem powołują się na trzy czynniki:
ˇ Czynnik etniczny - ok. 1,7 mln Albańczyków ( ponad 80 proc.), wobec
214 tys. (11 proc.) Serbów i Czarnogórców
ˇ Czynnik historyczny - przywiązanie Serbów do kolebki ich państwowości
i kultury
ˇ Czynnik prawa międzynarodowego- które z jednej strony nie dopuszcza
do kawałkowania przez mniejszości narodowe państwa, w którym one żyją,
a z drugiej dają każdemu człowiekowi prawo do życia, wolności i samostanowienia
Albańczycy utrzymują, że pochodzą od Ilirów, którzy zamieszkiwali ten
region, zamieszkiwali ten region, zanim w VI i VII w. przybyli Słowianie.
Albańczycy należą do grupy najstarszych ludów Europy. Składali się oni
z dwóch głównych plemion: Gegów, zamieszkujących Kosowo i Metohiję oraz
Tosków zamieszkujących terytorium dzisiejszej Albanii i północną część
Grecji.
Serbowie przybyli na te tereny stosunkowo późno ale to oni wnieśli większy
wkład w rozwój cywilizacyjny regionu. Świadczą o tym wszystkie nazwy miejscowości
w Kosowie i Mtohiji które są pochodzenia słowiańskiego, podczas gdy nazwy
albańskie są tylko przeróbkami nazw słowiańskich. Koronnym argumentem,
jakim posługują się Serbowie, uzasadniając swe prawa do Kosowa i Metohiji,
jest rola, jaką tereny te odegrały w średniowieczu ( w XI - XII w.) kiedy
stały się one kolebką serbskiej państwowości i znaczącym w Europie centrum
kultury duchowej.
Struktura etniczna Kosowa zaczęła się zmieniać w następstwie klęski poniesionej
przez Serbów w 1389 roku w bitwie na Kosowym Polu ( koło Prisztiny). Warto
przy tym zaznaczyć, że Albańczycy walczyli w tej bitwie po obu stronach
tj. przy wojskach tureckich i obok wojsk serbskich , bośniackich i wołoskich.
Ziemie te na ponad 500 lat znalazły się pod rosnącą dominacją turecką.
Ludność serbska zaczęła się wówczas przemieszczać na północ, a na jej
miejsce napływali Albańczycy. W końcu XVII wieku aż około dwustu tysięcy
Serbów opuściło te ziemie. Albańczycy, którzy w większości przejęli islam,
stawali się społecznością uprzywilejowaną i coraz liczniejszą. Trend ten
został zahamowany po 1912 roku, gdy w wyniku pierwszej wojny bałkańskiej
Serbia odebrała Kosowo Turcji. Wybuch drugiej wojny bałkańskiej w 1913
r. i pierwszej wojny światowej zbiega się w czasie z przeprowadzonymi
przez Albańczyków na terenie Kosowa akcjami zbrojnymi, mającymi doprowadzić
do rewizji granic. Kongres Rzymski, po kapitulacji państw centralnych
w 1918 r., potwierdził przynależność Kosowa i Metohiji do królestwa Serbów,
Chorwatów i Słoweńców ( Królestwo SHS).
Podczas II wojny światowej Kosowo i Metohija podzielone zostały na trzy
strefy okupacyjne: niemiecką, bułgarską i włoską, która następnie przekazana
została marionetkowemu państwu faszystowskiemu tzw. Wielkiej Albanii.
Okupację Kosowa Albańczycy uznali za wyzwolenie. Towarzyszyły temu pogromy
ludności serbskiej i albanizacja Kosowa i Metohiji. Po drugiej wojnie
światowej Kosowo wróciło do Serbii. Ciekawostką może być to, iż przy wyzwalaniu
Kosowa i Czarnogóry Jugosłowian wspomagały odziały albańskie w sile ok.
2 dywizji.
Po drugiej wojnie światowej konflikt w Kosowie narastał i był ściśle związany
z kryzysem w całej komunistycznej Jugosławii. Do pierwszych krwawych zamieszek
doszło już rok po śmierci marszałka Tity . Albańczycy żądali wówczas,
by okręg autonomiczny Kosowo - Metohija otrzymał status równoprawnej republiki
związkowej. Nowy przywódca Związku Komunistów Serbii Slobodan Miloszević,
za jedyny sposób rozwiązania problemu Kosowa uznał zwiększenie wpływu
republik na przebieg wydarzeń w okręgach autonomicznych Serbii tj. w Kosowie
i Wojwodinie. Konstytucja z 1974 roku ( 21 luty) dała okręgom szerokie
uprawnienia w dziedzinie obrony narodowej, spraw wewnętrznych , współpracy
z zagranicą, w sądownictwie i ustawodawstwie. Władze Serbii dążyły do
dokonania zmian mających przywrócić możliwość spełniania przez republikę
funkcji państwowych na całym jej terytorium. Serbowie z Kosowa ostrzegali,
że ustępstwa grożą całkowitym oderwaniem tego regionu od Serbii. Obawy
te były uzasadnione gdyż Albańczycy stanowili 80 proc. ludności czyli
ok. 1,7 mln, a Serbowie i Czarnogórcy ok. 200 tys.
Do Belgradu coraz częściej docierały informacje o atakach na Serbów a
prasa donosiła, że bandy Albańczyków gwałcą serbskie kobiety i biją mężczyzn,
demolują serbskie instytucje i ośrodki kulturalne. W obawie przed terrorem
w ciągu kilku lat Kosowo opuściło tysiące serbskich rodzin, a struktura
ludności coraz bardziej zmieniała się na niekorzyść Serbów (od 1948 roku
ich udział w ogólnej liczbie okręgu spadł z 28 proc. do 9 proc.). Nie
chcąc pozwolić na przejście kolejnej fali niepokoju Serbowie zaczęli wysyłać
do Kosowa kolejne odziały wojska i milicji w nadziei utrzymania tam porządku.
Przez wiele miesięcy w 1988 roku w Serbii i Czarnogórze odbywały się wiece
solidarności z Serbami i Czarnogórcami z Kosowa. Wzięło w nich udział
kilka milionów osób a ich kulminacją był zorganizowany 19 listopada 1988
roku w Belgradzie wiec z udziałem 1,3 mln osób. Wtedy to Slobodan Miloszević
stwierdził, że najważniejszą sprawa jest doprowadzenie do spokoju i porządku
w Kosowie. W tym samym czasie przez 3 dni w stolicy Kosowa, Prisztinie
odbywały się manifestacje ludności albańskiej złożonej głównie z młodzieży.
W 1989 roku doszło do ponownych zamieszek, rozpoczętych strajkiem górników
z kopalni kombinatu "Trepcza" (21 luty). Fale strajków i wieców
protestacyjnych objęła wiele zakładów i miejscowości Kosowa a demonstranci
żądali ustąpienia trzech działaczy albańskich utożsamionych z polityką
władz serbskich - przewodniczącego Komunistów Kosowa, R. Moriny, szefa
prisztińskiej organizacji partyjnej, H. Azemiego i przedstawiciela Kosowa
we władzach Federacji A. Sukrii. Wszyscy podali się do dymisji, co przyczyniło
się do zakończenia strajków. Kiedy strajk jeszcze trwał, Zgromadzenie
Serbii zatwierdziło poprawki do konstytucji co następnie uczyniły też
Zgromadzenia Wojwodiny i Kosowa (władze partyjne z obu okręgów zostały
przedtem zmienione).
27 lutego 1989 roku Prezydium Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii
(SFRJ ) zarządziło wprowadzenie w Kosowie nadzwyczajnych środków do ochrony
porządku konstytucyjnego i bezpieczeństwa. Wzmocniono skierowaną do Kosowa
( w końcu października 1998 r.) specjalną jednostkę milicji. Władze partyjne
Serbii zarzuciły nacjonalistom i separatystom albańskim otwarte przeciwstawienie
się polityce Związkowi Komunistów Jugosławii (ZKJ) i poparły wprowadzenie
w okręgu środków nadzwyczajnych.
Pod koniec stycznia 1990 roku w Kosowie rozpoczęły się gwałtowne protesty
ludności albańskiej, doszło do starć demonstrantów z siłami bezpieczeństwa,
zginęło ok. 30 osób, a do Kosowa wprowadzono oddziały wojska. Demonstranci
domagali się zniesienia stanu wyjątkowego, przeprowadzenia wolnych wyborów,
przekształcenia okręgu w republikę.
W 1991 r. Albańczycy przeprowadzili niezależne referendum. Jego wyniki
potwierdziły, że zdecydowana większość mieszkańców Kosowa ( 98 proc.)
opowiada się za secesją. Władze serbskie nie uznały głosowania i wzmogły
represje, aresztując wielu Albańczyków, tysiące z nich zwalniając z pracy,
zamykały szkoły i zabraniały używać języka albańskiego. W związku z tym
zmieniła się też strategia walki Albańczyków, którzy zarzucili swoje wcześniejsze
metody polegające na strajkach i demonstracjach, przechodząc do cichego
oporu. Na znak protestu przeciwko serbskiej dyktaturze palono w oknach
świece, organizowano tajne kursy dla młodzieży, na których uczono się
np. języka albańskiego, działały nielegalne drukarnie a ugrupowania polityczne
budowały konspiracyjne struktury i uzbrajały swoich zwolenników.
24 maja 1992 roku w prowincji odbyły się wybory, na których wybierano
posłów do parlamentu tzw. Niezależnej Republiki Kosowa i na jej prezydenta,
którym został Ibrahim Rugova, przywódca Demokratycznej Ligi Kosowa (DLK).
Państewko to było dziwnym tworem bez swego miejsca na mapie i nie będącego
w żadnej encyklopedii. Niezależna Republika Kosowa jako państwo została
uznana tylko przez Albanie. W tym formalnie nie istniejącym państwie mieszkało
ok. 2 mln. obywateli, 92 proc. to Albańczycy, 8 proc. stanowią: Serbowie,
Czarnogórcy, Turcy i Cyganie. Republika miała swój parlament, rząd, system
oświaty, służbę zdrowia, a nawet własne siły zbrojne, zalążek przyszłej
Armii wyzwolenia Kosowa.
Podczas wojny w Bośni i Hercegowinie zachodni dyplomaci usilnie zabiegali
o to, by zbrojny konflikt nie rozprzestrzenił się na Kosowo. Amerykanie
w zamian za spokój obiecali wówczas Albańczykom pomoc. Bośniacka wojna
zakończyła się w 1995 układem pokojowym w Dayton, a Serbia wyszła z niej
osłabiona politycznie i gospodarczo.
Pierwsze walki i próby negocjacji Serbów z Albańczykami (do października 1998 r.).
Rok 1996 minął w Kosowie pod znakiem porozumienia Ibrahima Rugovy i Slobodana
Miloszevicia o zakończeniu przez Albańczyków bojkotu państwowego systemu
szkolnictwa w Serbii. Dla obu stron porozumienie to było sporym zaskoczeniem.
W Belgradzie opinie o porozumieniu były komentowane na ogół bardzo przychylnie
ale padały też głosy, że decyzja ta jest dla Miloszevicia czysto polityczna
gdyż w listopadzie br. miały nastąpić wybory do parlamentu federalnego.
Oczekiwał on poparcia ze strony Demokratycznej Ligi Kosowa które jednak
nie nastąpiło wskutek nie dotrzymania przez stronę serbską warunków umowy
o szkolnictwie.
Opozycja albańska domagała się uznania tzw. Niezależnej Republiki Kosowa
za którą opowiedziało się 98 proc. kosowskich Albańczyków. W roku 1997
odbyły się także wybory parlamentarne i prezydenckie tejże republiki.
Spotkało się to ze zdecydowanym sprzeciwem Serbii zarówno wśród lewicy
jak i prawicy parlamentarnej. Socjaliści mówili, że "Serbia musi
być scentralizowana, silna i jedna". Radykałowie byli przeciwni tworzeniu
instytucji, które dawałyby chociaż namiastkę autonomii Kosowa.
Także wspólnota międzynarodowa była przeciwna secesji Kosowa. Domagała
się ona jednak przyznania mniejszości albańskiej żyjącej w Serbii należnych
jej praw, zaprzestania dyskryminacji, represji, aresztowań, procesów itp.
Wyraziła też zaniepokojenie niechęcią Belgradu do jakiegokolwiek dialogu
z Albańczykami, nawet gdyby miał on dotyczyć tylko ponownego przyznania
odebranej w końcu lat osiemdziesiątych autonomii.
Sytuacja w prowincji stawała się coraz ostrzejsza doprowadzając do gwałtownych
wystąpień ludności albańskiej w marcu 1998 roku.
Do pierwszej większej demonstracji doszło 2 marca 1998 roku. Serbska policja
brutalnie rozpędziła wtedy ok. 30 tys. kosowskich Albańczyków, którzy
demonstrowali w Prisztinie przeciw władzy serbskiej. Demonstracja była
odpowiedzią na serbski atak na Drenicę (1-2 marca) i poparciem dla działań
Armii Wyzwolenia Kosowa. Pacyfikacja demonstracji była bardzo brutalna,
policja serbska oprócz bicia korespondentów i miejscowych dziennikarzy
albańskich posuwała się też do wjeżdżania w tłum policyjnych wozów opancerzonych.
Protest ten, był największy od 1989 r., kiedy to Slobodan Miloszević,
wówczas prezydent Serbii, odebrał Kosowu konstytucję i autonomię.
W Kosowie na początku marca doszło do ostrych starć w rejonie Drenicy,
a konkretnie w okolicy miejscowości Srbica, ok. 40 km na zachód od Prisztiny.
Atak nastąpił w tym rejonie nieprzypadkowo, ponieważ tam znajdowały się
bazy wypadowe Wojsk Wyzwolenia Kosowa. Atak nastąpił przy użyciu ciężkiej
artylerii, czołgów i śmigłowców. Dalsze ataki nastąpiły wokół wsi Prekaz,
Lausi i Temac, a ludność cywilna została zmuszona do ucieczki. Przedstawiciel
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Belgradzie oświadczył, że operacja została
podjęta "w ramach walki z terroryzmem" w odwecie za przeprowadzony
parę dni wcześniej atak na posterunek policji w Prisztinie . Serbowi podawali,
że podczas tej akcji w Drenicy zginęło 28 osób. Według źródeł albańskich
liczba ofiar trzydniowej pacyfikacji przekroczyła 100 osób. W trakcie
walk zginął też przywódca Wyzwoleńczych Wojska Kosowa Rexhep Selim.
W miastach Kosowa setki tysięcy Albańczyków wzięło udział w pokojowych
marszach, domagając się zaprzestania prześladowań ze strony władz serbskich.
Rodziny osób które zginęły w czasie działań w rejonie Drenicy, zażądały
aby międzynarodowa Komisja dokonała oględzin zwłok na co Serbowie nie
wyrazili zgody.
Tymczasem na porozumienie mimo kolejnej już próby ze strony rządu Republiki
Serbii były małe szansę gdyż przywódca kosowskich Albańczyków zażądał,
aby przy rozmowach byli przedstawiciele Parlamentu Europejskiego.
Spośród licznych propozycji rozwiązania "problemu kosowskiego"
cztery były najczęściej powtarzane. Oto one:
ˇ Przyznanie przez Belgrad kosowskim Albańczykom "jakiejś" autonomii,
ale w ramach republiki Serbii- ta opcja najbardziej odpowiada Republice
Serbii,
ˇ Autonomiczne Kosowo w ramach Federalnej Republiki Jugosławii- tę opcję
popiera wspólnota międzynarodowa,
ˇ "Własnego" państwa domaga się Ibrahim Rugova, przewodniczący
DLK. Na to nie godzi się Belgrad i wspólnota międzynarodowa,
ˇ Połączenie "etnicznych terytoriów albańskich" żądają niektóre
partie polityczne kosowskich Albańczyków. Rugova jest temu przeciwny,
a świat tym bardziej.
Strona Albańska opowiadała się więc za całkowitą niezależnością. Służyć
temu miały zapowiedziane na 22 marca wybory do parlamentu tzw. Republiki
Kosowa oraz jej prezydenta. O 130 mandatów ubiegało się 482 kandydatów
z 10 partii politycznych, 3 stowarzyszeń (Ruch Zielonych, Obywatelska
Liga Kosowo, Związek Prawników) oraz 3 niezależnych. 100 posłów wybierano
w systemie bezpośrednim, 30 w proporcjonalnym, a 14 miejsc (parlament
liczy 144 deputowanych) zarezerwowano dla Serbów i Czarnogórców, którzy
mogli zgłosić swoich przedstawicieli w terminie późniejszym. O urząd prezydenta
ubiegał się tylko jeden kandydat Ibrahim Rugova, który został wybrany
na drugą kadencje. Wybory w rejonie Drenicy, gdzie wybory ze względu ma
obecność wojsk i policji nie mogły się odbyć w przewidzianym terminie
zostały tymczasowo odłożone.
Mimo, że wybory w Kosowie nie zostały przez Serbów uznane to doszło do
podpisania porozumienia z Ibrahimem Rugową. Porozumienie to było w pewnym
sensie kontynuacją rozmów podjętych jeszcze w 1996 roku, a dotyczyły one
oświaty i powrotowi Albańczyków do szkół i uczelni. Według członka komisji
albańskiej delegowanej na rozmowy o szkolnictwie Abdula Rama, Serbowie
zobowiązali się oddać natychmiast Instytut Albański, a następnie odpowiednie
wydziały na Uniwersytecie Prisztińskim.
Termin dalszych rozmów został wyznaczony na 7 kwietnia ale obie strony
chciały by najpierw zostały zrealizowane ich postulaty. Slobodan Miloszević
zaproponował referendum na temat udziału mediatorów zagranicznych w rozwiązywaniu
konfliktu w Kosowie co zyskało sobie uznanie jedynie w Serbii. Zdecydowanie
odrzucili ją przywódca Albańczyków z Kosowa Ibrahim Rugova który wypowiedział
się za niepodległością prowincji, sekretarz generalny NATO Javier Solana,
a także przywódcy Czarnogóry z prezydentem Milo Djukanoviciem na czele.
Kwestie przeprowadzenia referendum poparł 6 kwietnia Parlament Serbii
skracając zarazem z 30 na 15 dni okres, jaki musiał upłynąć między ogłoszeniem
plebiscytu i jego przeprowadzeniem.
Antyalbańskie nastroje Serbów znalazły odzwierciedlenie w wynikach sondażu
opublikowanego przez belgradzką gazetę "Nasza Borba". 41,8 proc.
ankietowanych uważało, że najlepszym wyjściem było by wypędzenie Albańczyków
z Kosowa. 27,2 proc. indagowanych uważało, że Kosowa powinno uzyskać autonomię,
a 6 proc. opowiadało się za jego podziałem między Serbów i Albańczyków.
23 kwietnia odbyło się planowane na ten dzień referendum. Mieszkańcy Serbii
mieli zadecydować, czy w serbsko - albańskich rozmowach o przyszłości
Kosowa powinni uczestniczyć zagraniczni mediatorzy. Uprawnionych do udziału
w głosowanie było ponad 7 mln. osób, a żeby wyniki były ważne musiało
wziąć w nich udział ponad 50 proc. uprawnionych. Wyniki głosowania okazały
się pomyślne dla Slobodana Miloszevicia który uzyskał dowód zaufania od
społeczeństwa. Jak to wynika z opublikowanych ostatecznych rezultatów
referendum 94,7 proc. uprawnionych odrzucało możliwość mediacji, godziło
się na nią zaledwie 3,4 proc., reszta to głosy nieważne. Frekwencja wynosiła
73 proc.
Wyniki plebiscytu i stanowisko jakie w związku z tym zajęły władze w Belgradzie
w sprawie rozmów z Albańczykami były dla społeczności międzynarodowej
nie do przyjęcia. Aby doprowadzić do spotkania obu zwaśnionych stron na
Bałkany zostali wysłani amerykańscy dyplomaci Richard Holbrooke i Robert
Gelbard. Efektem wizyt w Belgradzie, Prisztinie i Tiranie było zorganizowanie
spotkania Miloszević - Rugova na którym obaj przywódcy opowiedzieli się
za prowadzeniem rozmów.
Decyzja Rugovy wzbudziła kontrowersje wśród Albańczyków z Kosowa. Główny
przeciwnik lidera DLK, Adem Demaci, oskarżył Rugovę o kapitulację i rezygnacje
z niezależności Kosowa na rzecz autonomii.
Dobrze zapowiadające się możliwości pokojowego rozwiązania konfliktu kosowskiego
zostały w wyniku interwencji sił serbskich zaprzepaszczone. Serbowie przy
użyciu broni ciężkiej zaatakowali wsie zamieszkałe przez Albańczyków w
okolicy Djakowicy, Deczani i Peci.
Według belgradzkiej niezależnej rozgłośni Radio B-92- która powołuje się
na źródła zagraniczne oraz serbskie i albańskie- od stycznia do lipca
1998 roku w walkach w Kosowie poległo 297 osób, ponad 200 uznano za zaginione.
Głównie w wyniku zamachów terrorystycznych śmierć poniosło 25 serbskich
policjantów i 4 żołnierzy Wojsk Jugosławii. Wśród Albańczyków ofiarami
byli członkowie tzw. Wyzwoleńczych Wojsk Kosowa i grup samoobrony oraz
nie uzbrojeni cywile, w tym było 31 kobiet i 17 dzieci (od 3 do 16 lat).
Przeciągające się walki budziły wśród członków Grupy Kontaktowej i NATO
coraz większą nerwowość i stanowczość w stawianiu żądań w stosunku do
Serbów. W sąsiadującej z Kosowem Macedonii rozpoczęły się manewry wojsk
NATO, które miały wywołać wśród Serbów poczucie zagrożenia i zmusić do
podjęciu rozmów przy jednoczesnym powstrzymaniu walk w prowincji. Amerykański
mediator Richard Holbrooke w rozmowie z kosowskimi Albańczykami wyraził
nadzieję, że wysiłki- prowadzone jednocześnie " na trzech frontach"
:przez dyplomatów, członków Grupy Kontaktowej oraz przez NATO- powinny
zapobiec eskalacji konfliktu serbsko - albańskiego. Holbrooke poparł ideę
utworzenia stałej grupy międzynarodowych obserwatorów- składającej się
zarówno z dyplomatów państw, które wchodzą w skład Grupy Kontaktowej (
USA, Rosja, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy) jak i innych, mających
placówki dyplomatyczne w Jugosławii- która kontrolowałaby rozwój sytuacji
w Kosowie.
Zaledwie dzień po wyjeździe Richarda Holbrook'a w Kosowie rozgorzały zacięte
walki w rejonie wsi Pontina i Kijevo położonych ok. 40 km na zachód od
Prisztiny. W Kijevie zostało odciętych i otoczonych przez Wyzwoleńcze
Wojska Kosowa kilkudziesięciu serbskich policjantów i ok. 200 serbskich
cywili. Mimo dużej presji międzynarodowej Belgrad wysłał w ten rejon wzmocnione
siły wojska aby zlikwidować blokadę. Ciężkie walki toczyły się również
o kopalnie węgla brunatnego w miejscowości Belaczevac pod Prisztiną. Kopalnia
przechodziła z rąk do rąk ale Serbowie w końcu ją opanowali. Kopalnia
ta ma dla Federalnej Republiki Jugosławii ogromne znaczenie gdyż zaopatruje
ona w węgiel niemal całe Kosowo, a także część Macedonii.
Tymczasem wspólnota międzynarodowa podjęła kolejną próbę pokojowego rozwiązania
konfliktu w Kosowie. Amerykański mediator Richard Holbrooke parokrotnie
przebywał odległość Belgrad - Prisztina próbując nakłonić Serbów do rozmowy
ostatniej szansy. Przebywając w Prisztinie rozmawiał on z Ibrahimem Rugovą,
z przewodniczącym Partii Parlamentarnej Ademem Demaczim i przewodniczącym
Albańskiego Ruchu Demokratycznego Radżepem Czosją. Ci dwaj ostatni politycy
byli przeciwnikami Rugovy. Preferowali oni zdecydowane- a więc także militarne-
działania mające doprowadzić do secesji Kosowa. Rugovie zarzucali, że
jego "pokojowa opcja" doprowadziła do eskalacji serbskiej przemocy
i zmniejszenie szans na utworzenie samodzielnego państwa. Sądząc po gwałtownym
spadku jego popularności, pogląd ten podzielało wielu Albańczyków.
Silny spór między Rugovą a jego polityczną opozycją wybuchł o zwierzchnictwo
nad siłami zbrojnymi Albańczyków - Wyzwoleńczymi Wojskami Kosowa. Przez
dłuższy czas, publicznie negował on w ogóle istnienie tej formacji, a
zdanie "zmienił" dopiero po atakach na serbskie siły bezpieczeństwa
i powstałych w wyniku tego otwartych niemal bitwach. Pod kontrolą tych
wojsk znajdowała się wtedy prawie połowa terytorium Kosowa i to z ich
przywódcami rozmawiali zachodni politycy .
W tej sytuacji Rugova uznał za konieczne podporządkowanie Armii Wyzwolenia
Kosowa swojej partii albo nowemu parlamentowi tzw. Republiki Kosowa. Na
jego polecenie premier tej oficjalnie nie istniejącej republiki Bujar
Bukoszi, urzędujący w Tiranie utworzył Ministerstwo Obrony, a funkcję
ministra powierzył podpułkownikowi byłej Jugosłowiańskiej Armii Ludowej,
Ahmetowi Krasniciemu.
W połowie lipca ruszyła w Kosowie wielka serbska ofensywa. Do walk dochodziło
w wielu miejscach na raz, a najcięższe walki toczyły się o miejscowości
Orahovac (płd.- zach. Kosowa), Iunik (płn.- zach. Kosowo), Deczani i Djakovice
oraz przy granicy z Albanią i Macedonią. Dopiero pod koniec września pod
wpływem ostrego stanowiska NATO ofensywa uległa zahamowaniu.
Według oficjalnych danych armia jugosłowiańska straciła wskutek konfliktu
w Kosowie 24 żołnierzy i 70 policjantów. Albański Komitet Obrony Praw
Człowieka twierdził, że tylko wciągu pierwszych 7 miesięcy 1998 roku Serbowie
zabili 1270 Albańczyków.
13 października prezydent Jugosławii Slobodan Miloszević zaakceptował
warunki pokojowego rozwiązania konfliktu w Kosowie. W specjalnym oświadczeniu
rząd serbski zapowiedział, że do jesieni 1999 roku w prowincji odbędą
się wybory, przeprowadzone pod nadzorem ONZ. Miloszević zgodził się, aby
na terenie Kosowa, zamieszkałym w 90 proc. przez Albańczyków, zostało
rozmieszczonych ok. 2 tys. obserwatorów międzynarodowych pracujących w
"misji weryfikacyjnej OBWE". Zadaniem tej grupy była kontrola
wypełniania przez Jugosławie warunków rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ
z 23 września 1998 roku. Członkowie misji otrzymali gwarancje bezpieczeństwa
, prawo do swobodnego poruszania się oraz status dyplomatyczny. Misja
otrzymała wsparcie lotnicze w skład którego wchodziło również lotnictwo
wojskowe. Miloszević zgodził się też wycofać z Kosowa oddziały wojska
i policji oraz umożliwić powrót do domów 250 tys. albańskich uchodźców.
Próby rozwiązania problemu Kosowa przez społeczność
międzynarodową i NATO (w roku 1998).
Już od początku 1998 roku sytuacja w Kosowie ulegała coraz większemu zaostrzeniu,
a zdesperowani Albańczycy stracili już nadzieję na ułożenie się z Serbami.
W odpowiedzi na demonstracje i powstanie ruchu opory rząd Slobodana Miloszevicia
słał przeciw kosowskim wsiom policje i wojsko. W akcjach pacyfikacyjnych,
siły serbskie wykorzystywały przeciw ludności cywilnej i słabo uzbrojonym
bojownikom Armii Wyzwolenia Kosowa ciężką artylerię, czołgi i helikoptery.
Serbscy przywódcy w ciąż powtarzali frazesy "o gotowości do negocjacji",
a tymczasem wyższe stanowiska państwowe w belgradzkim rządzie obejmowali
skrajni nacjonaliści z Vojislavem Seselją na czele.
Problem Kosowa to jeszcze jeden przykład fatalnych w skutkach "konfliktów
historycznych" które od wieków uniemożliwiają porozumienie między
narodami bałkańskimi. Choć Serbem był (jeszcze w 1998 roku) co dziesiąty
mieszkaniec Kosowa, to całe serbskie legendarium narodowe związane jest
z tym regionem, uważanym za "kolebkę narodu". To tutaj znajdują
się najstarsze zabytki państwowości serbskiej, tu leży Kosowe Pole symbol
walki Serbów z najazdem tureckim. Po przegranej wojnie w Chorwacji i Bośni
utrata Kosowa stałaby się symbolem ostatecznej utraty domeny narodowej.
Chociażby z tego powodu uzyskanie niepodległości, a w istocie prawa do
przyszłej integracji z Albanią przez kosowskich albańczyków i przez to
realizacji idei "Wielkiej Albanii", uważane było za nierealne.
Stworzyłoby to precedens o nieobliczalnych skutkach, mogący doprowadzić
do rewizji granic na skalę europejską. Serbscy przywódcy wiedzieli, że
społeczność międzynarodowa musi brać to pod uwagę i dlatego próbowali
doprowadzić do zakończenia konfliktu na swoich warunkach. Serbska polityka
narodowościowa była eufemizmem skrywającym działania polegające na odbieraniu
mniejszościom autonomii, prawa do pielęgnowania kultury i posługiwania
się własnym językiem. Instrumentem wspierającym zakazy i ograniczenia
była zdominowana przez Serbów lokalna administracja, a argumentem ostatecznym
okazała się policyjna pałka i kary więzienia dla opornych. W ramach nowej
Jugosławii, autonomii pozbawieni zostali zresztą nie tylko kosowscy Albańczycy,
ale także mniejszości narodowe w Wojwodinie, głównie Węgrzy.
Serbskie władze zarzucały Albańczykom terroryzm i muiały w tym względzie
zupełną rację. Armia Wyzwolenia Kosowa, kontrolowała faktycznie obszar
kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych w okolicach Drenicy , prowadziła
walkę partyzancką i często porównuje się ją w metodach działania do Irlandzkiej
Armii Republikańskiej (IRA) . Było to jednak ugrupowanie słabe, nie mogące
liczyć na znaczne poparcie z zewnątrz. Mimo to belgradzcy politycy odwracają
kolejność przyczyn i skutków, ponieważ partyzantka albańska powstała po
ośmiu latach represji (w 1997 r.) i po odmowie uznania wyników wyborów
w Kosowie jako forma samoobrony. Trudno się zatem dziwić, że przywódca
Albańczyków Ibrahim Rugova z niechęcią podszedł do rozmów o przywróceniu
autonomii. Tym bardziej, że serbskie oddziały paramilitarne - wbrew żądaniom
zachodnich polityków- zamiast wycofywać się z terenu konfliktu, okopywały
się i umacniały swą pozycję na zajętych obszarach .
29 kwietnia 1998 roku w Rzymie spotkali się przedstawiciele Stanów Zjednoczonych,
Rosji, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Włoch tworzący Grupę Kontaktową
by zastanowić się nad dalszymi działaniami w celu rozwiązania kryzysu
bałkańskiego. Wcześniej Waszyngton postawił warunek, że jeśli nie zostaną
wprowadzone nowe sankcje wobec Belgradu, to USA wystąpią z Grupy Kontaktowej,
która "kompromituje się z powodu swej nieskuteczności". Sankcje
zostały wprowadzone a najważniejszą okazało się być embargo na inwestycje
zagraniczne w Jugosławii. Była to reakcja na postawę Belgradu, który-
zdaniem wspólnoty międzynarodowej- blokował rozwiązanie konfliktu z mniejszością
albańską w Kosowie. Do embarga przyłączyły się także Kanada i Japonia.
Tradycyjnie przeciwna temu była Moskwa. Rosyjski szef dyplomacji Jewgenij
Primakow przestrzegał przed "przedwczesnymi decyzjami, które mogą
drogo kosztować stabilność europejską".
Grupa Kontaktowa wielokrotnie wysyłała na Bałkany misje pokojowe z udziałem
dyplomatów amerykańskich Richarda Holbrooke'a i Roberta Gelbarga usiłując
zawrzeć jakieś porozumienie. Spotykało się to z gorącym poparciem kosowskich
Albańczyków i z równie negatywną reakcją Serbów, którzy powoływali się
na referendum z 23 kwietnia 1998 r. w którym społeczeństwo serbskie opowiedziało
się przeciw mediacji zagranicznej. Rozmowy dyplomatów zachodnich o pokojowe
zakończenie konfliktu toczyły się w tle ciągłych walk w prowincji i widać
było, że Serbowie nie rezygnują z rozwiązania kwestii albańskiej za pomocą
wojska i policji.
W związku z tym NATO zaczęło rozważać ewentualną interwencję wojsk sojuszu
w Kosowie. Jego zdaniem akcja ta byłaby konieczna, gdyby napięcie w Kosowie
gwałtownie wzrosło. Pod koniec maja nowa ofensywa serbska zmusiła tysiące
albańskich cywilów do opuszczenia swych domów i do przejścia granicy z
Albanią i Macedonią. Odpowiedzią na to sojusz postanowił wysłać do tych
państw misje wojskowe, których zadaniem było zorientowanie się w sytuacji
pod kątem ewentualnego rozmieszczenia tam nowych oddziałów sojuszu. Sojusz
ostrzegł też, że jeśli nie uzyska on zgody na interwencje w Kosowie od
Rady Bezpieczeństwa ONZ, to jeżeli będzie taka konieczność, sojusz rozpocznie
działania wojskowe w tym regionie na "podstawie innych rozwiązań
prawa międzynarodowego".
Podstawa prawna ewentualnej interwencji NATO w Kosowie była bardzo ważna,
gdyż, w przeciwieństwie do kryzysu w Bośni, sojusz nie był zaproszony
przez władze kraju, na którego terytorium mogła zostać przeprowadzona
operacja. Nie można było powołać się na obronę państw członkowskich, gdyż
polityka władz w Belgradzie nie zagrażała żadnemu z krajów sojuszu. Istniało
zatem niebezpieczeństwo, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego misja
w Kosowie zostałaby uznana za precedensową agresje sojuszu na suwerenny
kraj.
29 lipca odbyło się posiedzenie najwyższego organu sojuszu, Rady Atlantyckiej,
na którym ogłoszono, że NATO niemal na pewno zdecydował by się na interwencje
w Kosowie w trzech przypadkach:
ˇ Jeśli konflikt przekroczył by granice Jugosławii,
ˇ Jeśli Macedonii będzie groził rozpad,
ˇ Jeśli wojska serbskie przystąpią do zakrojonych na szeroką skalę czystek
etnicznych na terenach zamieszkałych przez Albańczyków.
O sytuacji w Kosowie i ewentualnych operacjach wojskowych rozmawiali nieformalnie
7 sierpnia w Brukseli ambasadorowie sojuszu. Uzyskali oni poparcie ze
strony Unii Zachodnioeuropejskiej (UZE) i jej przewodniczącego Lluisa
Marii de Puig. Spotkali się oni jednak ze zdecydowanym sprzeciwem Rosji,
która o żadnym ataku bez zgody Rady Bezpieczeństwa Narodów Bezpieczeństwa
nie chciała nawet słyszeć.
Ogłoszone zostały publicznie plany interwencyjne NATO:
ˇ Plan pierwszy, przewidywał skierowanie ok. 55 tys. żołnierzy, którzy
mieli by nadzorować przerwanie ognia w Kosowie.
ˇ Plan drugi, przewidywał skierowanie znacznie większych sił, których
zadaniem byłoby wymuszenie zawieszenia broni. W tym przypadku operacja
wojskowa byłaby prowadzona z terenu Grecji, Albanii, Macedonii, Bułgarii,
Rumunii i Węgier.
Decydujący dla rozwoju wydarzeń okazał się raport sekretarza generalnego
ONZ Kofiego Annana, przedstawiony 5 października, na posiedzeniu Rady
Bezpieczeństwa, dotyczący sytuacji panującej w Kosowie. Według raportu
w prowincji toczyły się walki i prowadzona była przez Serbów strategia
czystek etnicznych czego dowodem było wykrycie masakry 18 Albańczyków
w drenickim lesie (środkowe Kosowo).
Prezydenci Stanów Zjednoczonych, Bill Clinton i Francji Jocques Chirac
oświadczyli, że jeśli Serbowie nie powstrzymają się od dalszych walk i
nie wycofają się do koszar to nastąpi atak sojuszu popieranego w tym względzie
przez Unię Europejską. Prezydent Francji w rozmowie telefonicznej poprosił
Jelcyna o wzmożenie prze Rosję nacisku na władze w Belgradzie, by odstąpiły
od ofensywy w Kosowie, na co ten wyraził zgodę. Mimo to minister spraw
zagranicznych Rosji Igor Iwanow publicznie oświadczył, że Moskwa zawetuje
każdy ruch ONZ, który miałby prowadzić do akcji sił powietrznych NATO
przeciwko Jugosławii. W podobnym tonie wypowiadał się minister obrony
Igor Siergiejew przestrzegając, że naloty paktu na pozycje serbskie doprowadzą
do tego, że odżyje zimna wojna, a Duma odłoży ratyfikację układu o redukcji
nuklearnej broni strategicznej START II.
Do Belgradu przyjechała misja ostatniej szansy, delegowana przez Grupę
Kontaktową w skład której wchodził po raz kolejny Richard Holbrooke. Żądania
wspólnoty międzynarodowej były niezmienne: Belgrad musiał wycofać swe
siły z Kosowa i rozpocząć rozmowy z przedstawicielami kosowskich Albańczyków.
Misja ta okazała się jednak bezowocna a wojska sojuszu zostały postawione
w stan gotowości. Sytuacja ta trwała do 13 października kiedy to Slobodan
Miloszević przyjął żądania społeczności międzynarodowej odwlekając planowany
atak NATO. Jednak od przyjęcia warunków sojuszu do ich realizacji droga
była daleka i mimo wstrzymania walk wojska serbskie nadal nie opuszczały
Kosowa. Zaczęły je opuszczać dopiero po ogłoszeniu rezolucji Rady Bezpieczeństwa
ONZ czyli po 25 października 1998 roku.
Konferencja
pokojowa w Rambouillet.
Rozejm, na który Belgrad wyraził zgodę pod groźbą nalotów NATO w połowie
października 1998 r. nie był przestrzegany. Do bardzo poważnych starć
- spowodowanych zabiciem serbskiego policjanta przez albańskich bojowników-
doszło w końcu grudnia 1998 roku w kilku wsiach na północ (30- 40 km)
od Prisztiny. Na początku stycznia Serbowie zablokowali drogi przejazdowe
do tego miasta, po tym jak separatyści albańscy zastrzelili ich strażnika
w kopalni węgla Belaczevac. Potem walki rozgorzały w rejonie Podujeva
(ok. 30 km na północ od Prisztiny), gdzie Serbowie korzystali ze wsparcia
artylerii. Ich bezpośrednim powodem było zabicie trzech policjantów oraz
uprowadzenie ośmiu żołnierzy Wojsk Jugosławii przez zwiadowców Armii Wyzwolenia
Kosowa.
Gdy po długich pertraktacjach uwolniono serbskich żołnierzy, a Belgrad-
w geście dobrej woli- wypuścił na wolność dziewięciu Albańczyków, których
aresztowano w końcu grudnia 1998 roku ( z bronią usiłowali nielegalnie
przekroczyć granicę jugosłowiańsko- albańską), wydawało się, iż pojawił
się cień nadziei na pokojowe rozwiązanie konfliktu. Nadzieje te okazały
się płonne, gdyż znów zabito serbskiego policjanta. W odwecie doszło do
straszliwej- jak oceniają źródła Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy
w Europie- masakry 45 nie uzbrojonych wieśniaków, kobiet a nawet dzieci
we wsi Racak.
Po tym incydencie Belgrad oskarżył misję weryfikacyjną OBWE o kłamstwo
i nakazał jej szefowi, Williamowi Walkerowi, opuszczenie terytorium Jugosławii.
Nie wpuszczono także do Kosowa głównej prokurator ONZ-owskiego trybunału
w Hadze, Louise Arbour, która zamierzała przeprowadzić śledztwo w sprawie
tej masakry. Incydenty te znacznie pogorszyły sytuację Jugosławii na scenie
politycznej. Na ręce rządu jugosłowiańskiego zostały złożone noty protestacyjne
licznych państw ( w tym i Polski), popieranych wyjątkowo w tym względzie
także przez Rosję. Napięcie zostało nieco złagodzone po ustępstwach Belgradu
w sprawie wydalenia Walkera.
Obie strony konfliktu tj. Albańczycy i Serbowie wzajemnie oskarżały się
o łamanie październikowego porozumienia o przerwaniu ognia i wyrzeczeniu
się przemocy. I w tych oskarżeniach było wiele prawdy. Jednym i drugim-
wbrew temu co oficjalnie mówili i deklarowali- destabilizacja była bowiem
na rękę. Pokój to dla Serbów, a przede wszystkim dla Miloszevicia to nie
tylko powrót uchodźców, wcześniej wypędzonych ze swych domów ale także
i stabilizacja życia politycznego w samej Serbii, co przy istnieniu silnych
nastrojów antyrządowych wśród serbskiego społeczeństwa i pogłębiającym
się kryzysie gospodarczym państwa znacznie podkopywało prestiż panowania
Miloszevicia. Stabilizacji nie chcieli też Albańczycy, przynajmniej ci,
którzy secesje Kosowa i utworzenie niezależnego państwa przedkładali nad
wszystko. Przywódcy UCK zdawali sobie sprawę, że z każdą poniesioną przez
Albańczyków ofiarą ich pozycja w Kosowie i na arenie międzynarodowej staje
się coraz silniejsza. Umiarkowani politycy reprezentowani głównie przez
Ibrahima Rugovę stracili w znacznym stopniu poparcie opinii publicznej
w Kosowie na korzyść separatystów. Opinia międzynarodowa, cały czas przeciwna
secesji Kosowa, zaczęła niepokoić się coraz głośniejszymi pogróżkami przywódców
UCK, którzy coraz głośniej i częściej mówili o jedności z Albańczykami
z Albanii, Macedonii czy Czarnogóry. Jedną z dróg wiodących do tego celu,
w ich przekonaniu, miała być interwencja zbrojna NATO.
NATO jednak nie zamierzało zrezygnować z osiągnięcia kompromisu. Dwaj
najwyżsi rangą wojskowi sojuszu, głównodowodzący siłami w Europie gen.
Wesley Clark i szef Komitetu Wojskowego gen. Klaus Naumann, ostrzegli
prezydenta Serbii Slobodana Miloszevicia, że sojusz "nie pozostanie
bierny", jeśli władze jugosłowiańskie nadal będą łamały warunki rozejmu
zawartego w Kosowie w październiku ubiegłego roku. Wystosowali oni 28
stycznia 1999 r. "uroczyste ostrzeżenie" zarówno do władz Serbii
jak i do Albańczyków z Kosowa, że użyją siły wobec obu stron konfliktu,
jeśli nie przyjmą oni planu pokojowego który miał być ogłoszony przez
Grupę Kontaktową w Londynie.
Dokument Grupy Kontaktowej został zatwierdzony podczas posiedzenia ministrów
29 stycznia 1999 roku i dotyczył on zasad (które nie mogły być przedmiotem
dyskusji) oraz ogólnych ram prawnych autonomii w Kosowie. Dokument ten
został przez jednego z twórców tego planu, angielskiego ministra spraw
zagranicznych Robina Cooka, dostarczony prezydentowi Miloszeviciowi i
grupie najważniejszych albańskich polityków z Kosowa: Ibrahimowi Rugowie,
Wetonowi Suroi, Redżepowi Ciosji i Ademowi Demaci. Pod presją państw europejskich
w deklaracji zrezygnowano z określenia daty wypełnienia warunków NATO
przez strony walczące w Kosowie. Dyplomaci sojuszu zastrzegli, że są oni
gotowi czekać na realizację planu pokojowego nie dłużej niż kilka tygodni.
Plan Grupy Kontaktowej miał polegać na przyznaniu Albańczykom z Kosowa
"maksymalnej" autonomii przy pozostawieniu prowincji w strukturach
państwowych Jugosławii. Strony zostałyby zmuszone do negocjacji "aż
do skutku". Status Kosowa zostałby zrewidowany po trzech latach.
Gwarantem wypełnienia umowy miały być rozmieszczone w Kosowie wojska rozjemcze
w sile 36 tys. Jako miejsce spotkania wyznaczona została miejscowość Rambouillet
pod Paryżem a termin rozmów wyznaczono na 6 lutego, z tym jednak zastrzeżeniem,
że w razie potrzeby termin może zostać przesunięty o następne 7 dni.
Na udział w rozmowach pokojowych we Francji zapowiedziały obydwie strony
konfliktu. Jednak zgoda na udział w konferencji zarówno strona serbska
jak i albańska nie była natychmiastowa. Co prawda za udziałem w rozmowach
opowiedział się od razu Rugova, to jednak wszystko praktycznie zależało
od polityków z UCK, cieszących się największym poparciem wśród kosowskich
Albańczyków. Sytuacja na albańskiej scenie politycznej była bardzo napięta
a wśród jej liderów panowała nieukrywana wrogość. Dowodem na to, może
być na przykład strajk głodowy 51 albańskich studentów z Prisztiny, domagających
się od Demaciego i Rugovy pogodzenia się, i wspólnego wystąpienia w obronie
kosowskich Albańczyków. Uczestnictwo delegatów z UCK w rozmowach na początku
uwarunkowane było żądaniem, nierealnym rzecz jasna, wypuszczenia przez
Belgrad wszystkich albańskich więźniów politycznych i opuszczenie swych
sił z Kosowa. Stanowisko to w toku dalszych negocjacji uległo zmianie
i ostatecznie Albańczycy wysłali na rozmowy pokojowe 17-osobową delegację
na której czele stanął Fehmi Agani.
Stanowisko Slobodana Miloszevicia wobec przyszłych rozmów, także nie było
jednoznaczne. Zdawał on sobie sprawę, że w końcu do tych rozmów musiało
dojść, ale jego natychmiastowa zgoda mogła być w społeczeństwie serbskim
źle postrzegana. W jego wypowiedziach nadal utrzymywało się stanowisko
iż Kosowo jest wewnętrzną sprawą Serbii i wszelkie rozmowy na jej temat
powinny mieć właśnie tam miejsce, a także to iż Belgrad nie będzie rozmawiał
z terrorystami z UCK. Swoje poparcie do podjęcia rozmów wyraził, niemal
od razu, wicepremier Jugosławii i przewodniczący Serbskiego Ruchu Odnowy
Vuk Draszković, który jednak od razu zastrzegł, że "Serbia i Czarnogóra
nie pozwolą nigdy na odłączenie się Kosowa".
O przystąpieniu do rozmów ostatecznie zadecydował Parlament na specjalnym
posiedzeniu 4 lutego. Swoje poparcie dla udania się do Rambouillet już
wcześniej zadeklarowali obok Serbskiego Ruchu Odnowy (SPO) Vuka Draszkovicia
także Socjalistyczna Partia Serbii Miloszevicia i Zjednoczona Lewica Jugosłowiańska
(JUL) jego żony Miry Marković. W głosowaniu za wysłaniem delegacji głosowało
227 deputowanych, przeciwko było trzech i trzech wstrzymało się od głosu.
Swoim poparciem niespodziankę sprawiła nacjonalistyczna Serbska Partia
Radykalna (SPR), której przewodniczącym był znany ze swych skrajnych poglądów
Vojislav Szeszelj. Podczas debaty, która wtedy miała miejsce rząd serbski
przedstawił m. in. swoje nieprzejednane stanowisko wobec żądań kosowskich
Albańczyków, domagających się niepodległości dla Kosowa oraz wobec NATO,
grożącego Jugosławii nalotami w przypadku nieprzystąpienia do konferencji.
Serbowie powołali na rozmowy 13-osobową delegację na czele której stanął
wicepremier Republiki Serbii Ratko Marković. W skład tej delegacji wchodzili
również obok Serbów przedstawiciele wspólnot etnicznych zamieszkujących
w Kosowie.
Rozmowy pokojowe w Rambouillet rozpoczęły się w przewidzianym terminie
tj. 6 lutego. Pod Paryżem stawiła się ostatecznie 13- osobowa delegacja
Serbów pod przewodnictwem wicepremiera Radko Markovicia, w tym było ośmiu
reprezentantów mniejszości etnicznych w Kosowie. Albańczycy przysłali
16- osobową delegację z Kosowa w skład której wchodzili m.in. Ibrahim
Rugova i pięciu członków partyzanckiej Armii Wyzwolenia Kosowa. Mediatorami
byli przedstawiciele USA (Chritopher Hill), Rosji (Igor Majorski), Wielkiej
Brytanii (Robin Cook), Francji (Hubert Vedrine) i Unii Europejskiej (Wolfgang
Petritsch). Serbowie przez długi czas nie chcieli się zgodzić na to, by
albańskich Albańczyków reprezentowali także przedstawiciele Armii Wyzwolenia
Kosowa, uważanej przez Belgrad za terrorystyczną. Wśród samych Albańczyków
nie było zgody co do charakteru przyszłego statusu Kosowa. Nurt związany
z prezydentem nieoficjalnej Republiki Kosowskiej Ibrahimem Rugovą wydawał
się bardziej skłonny do ustępstw na rzecz Serbii, natomiast UCK i jej
lider Adem Demaci nie chcieli słyszeć o jakiejkolwiek zależności Kosowa
od Belgradu.
Podstawą do rokowań w Rambouillet był plan amerykańskiego mediatora Christophera
Hilla, zakładający znaczną autonomię Kosowa, wycofanie policji serbskiej
z prowincji i ograniczenie obecności wojsk serbskich i za trzy lata referendum
na temat przyszłości tych ziem: czy Serbia pozostanie w obecnych granicach,
czy też będzie musiała wyrzec się części swego terytorium.
Rozmowy w Rambouillet zakończyły się w przewidzianym terminie 23 lutego
ale nie osiągnięto całkowitego porozumienia. Do godziny 15.00, kiedy upływał
termin rozmów, ani delegacja serbska ani albańska nie podpisały dokumentów
projektu autonomii Kosowa opracowanego przez Grupę Kontaktową ds. Jugosławii.
Nastąpiło to dopiero w godzinę później.
Zasadniczą przyczyną impasu w rozmowach był fragment dokumentu Grupy Kontaktowej
dotyczący rozmieszczenia w Kosowie trzydziesto tysięcznego korpusu sił
międzynarodowych pod egidą NATO. Obie strony zgodziły się na przerwę w
rokowaniach których wznowienie miało nastąpić 15 marca. Komentując decyzje
o zwołaniu nowej konferencji pokojowej, francuski minister spraw zagranicznych,
Hubert Vedrine, który wraz z brytyjskim ministrem Robinem Cookiem formalnie
przewodniczył rozmowom w Rambouillet, stwierdził, że 15 marca będą dyskutowane
wszystkie aspekty projektu autonomii, włącznie z militarnym. Stwierdził
też, że obie strony są już w zasadzie zgodne co do podstawowych politycznych
zasad autonomii Kosowa.
Ten trzytygodniowy okres przerwy wykorzystali przede wszystkim Serbowie.
W Kosowie przeprowadzili oni działania wojskowe na szeroką skalę. Atak
Serbów był skierowany na tereny znane ze swojego poparcia dla Armii Wyzwolenia
Kosowa i połączony był z masowymi czystkami. Rozmiar tej operacji sprawiał
wrażenie jakby Serbowie chcieli rozwiązać problem kosowski jeszcze przed
15 marca.
Druga tura rozmów rozpoczęła się w znacznie gorszej atmosferze niż jak
to było na początku lutego, kiedy to doszło do pierwszego spotkania pod
Paryżem. Albańczycy podpisali porozumienie jeszcze tego samego dnia, natomiast
Serbowie zaczęli stawiać warunki. Po kilku dniach negocjacji strona serbska
poza sprzeciwem wobec rozmieszczenia w Kosowie sił międzynarodowych w
celu nadzorowania realizacji planu, wystąpiła także z żądaniem wprowadzenia
20 poprawek do jego części politycznej. Dotyczyły one tych punktów, które
zdaniem delegacji serbskiej nadawały Kosowu status suwerennego państwa.
Chodzi tu m.in. o rolę przyszłego prezydenta i parlamentu oraz lokalnego
sądownictwa i policji. Serbowie domagali się także usunięcia z tekstu
porozumienia sformułowania, że po trzyletnim okresie przejściowym aspiracje
ludności Kosowa zostaną wzięte pod uwagę przez państwa zachodnie. Delegacja
serbska uznała to za niedopuszczalne ustępstwo wobec Albańczyków otwierające
drogę do niepodległości Kosowa. Strona albańska pierwotnie domagała się
dołączenia do planu autonomii klauzuli o przeprowadzeniu w Kosowie po
trzech latach referendum w sprawie niepodległości.
Strona serbska opuściła Francję 18 marca nie podpisawszy porozumienia.
W Kosowie przypuścili oni kolejną ofensywę przeciw Albańczykom wyrzucając
ich z domów i zmuszając do opuszczenia prowincji. Skala tej operacji przekonała
także NATO co do beznadziejności rozmów z rządem Serbii doprowadzając
tym samym do rozpoczęcia przez sojusz nalotów na Jugosławie 24 marca 1999
roku.
Zakończenie
Świat zaakceptował rozpad Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii
i powstałe w jego następstwie nowe państwa. Ale zapoczątkowany latem 1991
roku proces secesji trwa. Albańczycy żyjący w Kosowie- stanowiący tam
jeszcze w 1998 r. 90 proc. ludności- nie odstępują od zamiaru utworzenia
samodzielnego państwa. Problem w tym, że tego państwa, oprócz samych Albańczyków,
nikt tak naprawdę nie chce a rozmowy wokół tego tematu tylko pogarszają
sytuacje w regionie.
Europa uwikłana w historyczne, polityczne i gospodarcze zależności nie
potrafi sobie poradzić z problemem Kosowa i zamieszkujących ten region
Albańczyków. Jedynym ratunkiem pozostaje w tych warunkach NATO. Ale i
sojusz północnoatlantycki ma swoje ograniczenia. Pierwszym, mówiąc delikatnie,
jest kryzys przywództwa, jaki przechodziło najważniejsze państwo członkowskie,
czyli USA. Drugim, jest -odwieczny sojusznik Belgradu - Rosja. Kraj ten
zlekceważony niedawno przez Waszyngton w Iraku, teraz tym bardziej nie
chciał zgodzić się na zbrojną interwencję, a gdy ona już nastąpiła to
ostro ją krytykuje.
Pozornie dobrze, dla wprowadzenia pokoju, był obmyślony plan OBWE wysłania
do Kosowa cywilnych obserwatorów. Plan był dobry, ale chyba nie dla Kosowa,
gdzie praktycznie w każdym domu jest broń, a ludzie kierują się emocjami
i gdzie krzyżują się wiekowe animozje. Cywilni obserwatorzy, za którymi
nie stoi siła, mogą- jak to pokazała praktyka- pisać tylko raporty i zwoływać
konferencje prasowe.
Jedną z przyczyn trudności z rozwiązaniem problemu kosowskiego jest powoływanie
się Albańczyków na- stojące po ich stronie- prawo historyczne i polityczne.
Argumenty popierające te tezy można jednak bez problemu obalić. W Kosowie
zdecydowaną większością są nie Serbowie, uważający te tereny za kolebkę
swojej państwowości, ale Albańczycy. Oni też mają swoje racje, chcąc niezależności
czy nawet niepodległości. Jednak realia geopolityczne nie uwzględniają
takiej możliwości. Realizacja albańskich marzeń o wolności od Serbów oznacza
zburzenie porządku publicznego (Baskowie, Katalończycy, Korsykanie, Kurdowie
i inne nacje też myślą o samostanowieniu), który ledwie co otrząsnął się
po bałkańskiej wojnie.
Bibliografia
Materiały źródłowe:
Rzeczpospolita, lata 1996-1999 (marzec)
Polityka, lata 1998 - 1999
Wprost, lata 1998 - 1999
Opracowania:
A. Kosecki, Albania, krótki zarys dziejów, Warszawa 1988
T. Szymczak, Jugosławia- państwo federacyjne, Łódź 1982
W. Felczak, T. Wasilewski, Historia Jugosławii, Wrocław 1985
Encyklopedie:
Encyklopedia, świat w przekroju 91, Warszawa 1991
Nowa encyklopedia powszechna PWN, Warszawa 1997
Leksykon współczesnych międzynarodowych stosunków politycznych, praca
zbiorowa pod red, Czesława Mojsiewicza, Wrocław 1996
Gniezno, 30.03.1999
|